Pieśni zaduszne - Rafał Merski
Witajcie moi drodzy. Płyty chyba dla Was jeszcze nie recenzowałam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz. Cieszę się więc, że padło na Pieśni zaduszne Rafała Merskiego.
Zapraszam!
Rafała znacie z mojego bloga z recenzji wielu książek o tematyce okołosłowiańskiej. Znajdziecie na nim wpisy o pozycjach takich jak Słowianie wiara i kult, Obrzędy rodzinne Słowian, Kuchnia dawnych Słowian, Słowiańskie wróżby i wyrocznie i Modlitwy słowiańskie. Autor pisze również sporo o teologii tradycyjnej, gdyż jest żercą, więc ta tematyka znajduje się w jego najbliższym kręgu zainteresowań. Podejrzewam, że stąd potrzeba wydania również płyty tematycznej na Zaduszki.
Pozycja zawiera 10 pieśni, przy czym 8 napisane jest bezpośrednio przez Rafała, a dwie to utwory etnograficzne. Co do muzyki, raz tworzył ją kapłan, a drugi słowa są podłożone pod muzykę etnograficzną. Sama płyta również ma klimat czysto etnograficzny. Merskiemu akompaniują takie instrumenty jak lira korbowa czy skrzypce.
Krążek otwiera dość logiczny co do tematyki wybór. Jest nim modlitwa do Welesa, bóstwa chtonicznego opiekującego się duszami naszych przodków. Pieśń o biednej duszy to słowa ułożone do tradycyjnej melodii, tak jak idealna na Dziady Pieśń o wędrującej duszy. Między wierszami znajdziecie w niej motyw dusz żywiących się dymem z potraw. Warta uwagi jest Matka z grobu powstaje. Pozycja to utwór dziadowski z przełomu XIX i XX w. Narracja to klasyczna opowieść upioryczna, w której matka wstaje z grobu do zaniedbanych dzieci i pomaga w obejściu. Podobną znamy z wielu bylin o różnych wariantach, gdzie kobieta zostaje zamordowana przez swoją zazdrosną rywalkę, zajmującą następnie jej miejsce. Kobieta powraca w nocy karmić lub piastować swoje dzieci i tym sposobem zbrodnia zostaje wykryta przez męża oraz przykładnie ukarana. Święci dziadowie jest z kolei pieśnią obrzędową, słyszaną przeze mnie już na świętach rodzimowierczych przy wzywaniu przodków. Chyba moja ulubiona Trzy duszyczki, jeśli dobrze interpretuję, traktuje o utracie dzieci. Nie mniej przejmująca jest pozycja Lament duszy. Napolta ze mnie, ostatni utwór płyty, również jest tradycyjną pieśnią pogrzebową. Ta narracja zawiera powszechny w wierzeniach ludowych motyw zamiany po śmierci (w domniemaniu tragicznej) w roślinę. W etnografii najczęściej bywa to kalina, osika, brzoza, wierzba, czy (prawdopodobnie wtórnie) lilia.
Wyjątkowa jest nie tylko muzyka na płycie, ale również jej okładka. Widnieje na niej zdjęcie z 1904 roku. Znajduje się na nim kobieta nad drewnianą kładką dla duchów z odciśniętym śladem stopy. Cmentarze, czy żalniki były oddzielone od sadyb ludzkich symbolicznymi rowami lub naturalnymi ciekami wodnymi, gdyż wierzono, że woda skutecznie powstrzymuje zmarłych od opuszczenia miejsca spoczynku. Na Dziady przerzucano przez nie kładki i zapraszano dusze do domów, aby mogły w te szczególne dni połączyć się z żyjącą rodziną.
Płyta Pieśni zaduszne jest bardzo surowa i zarazem piękna. W naszej kulturze przyjęło się, iż żerca powinien umieć zabawić gawiedź śpiewem, być może dlatego, gdyż przez dłuższy czas musieli oni zostać zastąpieni przez dziadów wędrownych, którzy w dużym stopniu przejęli obowiązki kapłanów wiary tradycyjnej. Śmiem twierdzić, że Rafał został pobłogosławiony przez bogów szczodrze tym darem.

Komentarze
Prześlij komentarz