Hańba - recenzja

 

Hańba. Piast Zdobywca Jagiełło

Recenzja


Cześć kochani. Ile to już lat minęło od pierwszej części "Piasta"? Chyba siedem, jak zrecenzowałam dla Was pierwszą część sagi. A dziś trzymam w rękach ostatnią. Wraz z nią coś oprócz sagi zdecydowanie się skończyło.

Krzysztof Jagiełło to autor piszący powieści historyczne z nienachalnymi elementami fantastyki. Mimo tego, że z Piastem się właśnie żegnamy, to od samego Krzysia wiem, że nie spoczywa na laurach i przygotowuje nam zupełnie nowy tytuł. Także uspokój się. Tyle słowem wstępu. Tym razem nie będę się wyzłośliwiać na wydawnictwie, a skupimy się na fabule. Tom pozornie zwalnia. Nie znajdziecie tu już wielkich wypraw, choć bez bitki oczywiście się nie obejdzie (do tego wątku jeszcze wrócę), więc jeśli czytacie sagę dla przemocy, to nadal ją tu znajdziecie. Co zatem zajmuje karty powieści? Mamy lepszą okazję przyjrzeć się z bliska życiu codziennemu Słowian. Zobaczymy jak wyglądały ich sadyby, zajęcia codzienne, rzemiosło. Tom cechuje również spora ilość intryg, także częściej bohaterowie wybierają tym razem walkę na mózgowanie, nie pięści. Tak, nawet Piast, któremu jednak jak zwykle myślenie średnio wychodzi. Ale próbuje, tak? Co u Ścibora? Każdy tom opowiada o jego jakiejś niesprawiedliwej stracie. Najpierw bohater strada własną osadę i rodzinę, kobietę, syna, później dwóch jedynych przyjaciół w taki lub inny sposób. W tym tomie jego świat po wiecu kurczy się w posadach dosłownie do czterech ścian. Później traci kolejną ukochaną na rzecz bogów. Zostaje zupełnie sam. Mam wrażenie, że zatraca się w odmętach własnego szaleństwa, co zresztą potwierdzają jego ostateczne wybory, być może spowodowane nieszczęściem, może alkoholem. Czytelnikowi coraz bardziej zacierają się różnice między pozytywnymi, a negatywnymi bohaterami. Między dobrem, a złem. Popiel jest w defensywie, choć ma swoje własne plany. Wie dobrze jak zaskarbić sobie przychylność patrona wojowników, Peruna. Choć bogowie mogą mieć co do księcia inne plany. Ale powiem Wam szczerze, chyba nawet on nie budzi takiej antypatii co Piast. Konkurować z nim mogli chyba tylko Biezdun czy Izbygniew. Może to złudzenie, ale chyba wyjątkowo dużo w tym tomie było mojego ulubionego, cynicznego Czabora, co oczywiście sprawiło mi nie lada radość. Nie wiemy dużo o obrzędowości słowiańskiej - tym bardziej trzeba docenić między innymi błyskotliwy i ciekawy przebieg swaćby rysowanej nam przez Krzysztofa. Jeśli się mylę, znalazłam również mrugnięcie okiem do fanów Skyrim.
Są jednak drobne uwagi. Słowianie nie znali żółtego sera. Nie, to że go w ogóle nie było. Były wywarzane serki twarogowe i coś zbliżonego do tego, co znamy pod nazwą mozarella. Wyrabiano je na świeżo. Bardzo polubiłam przez te kilka lat książki Krzyśka, więc zaczęłam mu zdecydowanie więcej wybaczać. Tym razem zauważyłam w końcu coś, co kładzie się cieniem na wszystkich potyczkach i pojedynkach w sadze. Dopiero pojedynek ze Sławborem mnie otrzeźwił w tej kwestii. Otóż Słowianie posiadają niezniszczalne tarcze. Przy pojedynku 1:1 powinny wytrzymać 3 do 4 uderzeń zanim zostaną z nich drzazgi. Przy murze tarcz troszkę więcej, bo siła uderzenia w ciasnocie ma mniejszy impet. Ale dalej nie są one z kryptonitu.
Mimo tego, iż widać, że autor coraz swobodniej porusza się po realiach epoki, tak trzeba przyznać, że końcówka książki jest zdecydowanie rozczarowująca. Po punkcie kulminacyjnym autor praktycznie "ucina" fabułę, choć jest jeszcze dużo do powiedzenia. Czy polecam książkę? Owszem. Musicie przecież wiedzieć jak zakończyła się saga. A tak na poważnie. Miarą różnego typu produkcji często są emocje, które budzą w nas bohaterowie. Nie ważne jakie. Ważne że tak jest. Najgorszą rzeczą dla książki jest ją przeczytać i nie zapamiętać nawet imion bohaterów. Na pewno już tak mieliście. Bohaterowie sagi Piast z pewnością zostaną z Wami na długo. Może nawet zapłaczecie nad ich losem.


Rok wydania: 2026

Cena okładkowa: 79,90



Komentarze