Recenzja - Opowieści grabarza
Hej kochani! Dziś prezentuję Wam nieco inny komiks niż ostatnio. Określiłabym go jako etnograficzna satyra XXI wieku, lecz głównie wymyka się on klasycznym szufladkom.
Zapraszam!
Piotr Wojciechowski vel. Śmiechosław od 20 lat rysuje komiksy dopieszczając je swoim wyjątkowym poczuciem humoru.
Grabarz Józef to bohater pojawiający się od 14 lat w fanzine AKT. Doczekał się w końcu własnej, zbiorczej publikacji. Autor, Piotr Wojciechowski nakłada swoją opowieść na faktyczne miejsca, w których spędzał czas w dzieciństwie. Dokłada na ten obraz warstwy obyczaju, relacji społecznych, etnografii i bliżej nieokreślonej demonologii.
Mamy przed sobą zbiór mini-opowieści graficznych kręcących się wokół życia grabarza Józefa. Momentami postrzega się publikację jako zbiór mrocznych satyr, fraszek chciałoby się rzec. Komiks zawiera cudne liternictwo i detale. Do tego jest szczegółowy i posiada wspaniałą gamę kolorów. Przepiękne pejzaże łączą w sobie elementy sacrum i profanum, jak większość krajobrazów polskiej wsi.
Autor zwraca się momentami bezpośrednio do czytelnika, co raczej jest zabiegiem znanym z dziecięcych publikacji, którą rzeczony w żadnym razie nie jest. Czasem w nieprzyjemny sposób angażuje tym czytelnika i zmusza do myślenia.
Bardzo ciekawą postacią uniwersum Józefa jest O DZIWO dzieciak, "ta mała pleciuga od tej chytrej baby, co za szkołą mieszka". Albo nie zarejestrowałam, albo przeoczyłam imię dziewczynki. Może w ogóle go nie ma. W każdym razie rezolutny, odważny smarkacz momentami popycha fabułę naprzód, a jej złote myśli przefiltrowane przez umysł dziecka są godne zapamiętania. Dziewczynka ma grube pointy. Wszędzie jej pełno. Polubiłam ją, bardzo mi przypomina siebie w jej wieku.
Poznacie tu również prawdziwą historię Baby Jagi, która z pewnością Was zaskoczy. Fajnie było też zobaczyć Józefa na własnych śmieciach, w Warszawie. Kompletna abstrakcja.
Na końcu znajdziemy zbiór luźnych ilustracji, często świątecznych.
Cholernie spodobały mi się peryferie dobrotliwego, lekko naiwnego grabarza, co za kołnierz nie zwykł wylewać. Spodziewałam się jednak czegoś odrobinkę innego. Zamiast "klasycznej" słowiańskiej demonologii znajdziecie tu niezależne uniwersum przeniesione do realiów polskiej wsi, zmieszane lekko z późnymi, XVIII wiecznymi zabobonami, co dobitnie ukazuje opowiadanie z dziedzicem, klasycznym uosobieniem diabła z tegoż okresu, noszącego się "po prusku".
Co by nie mówić, już nigdy nie tknę sałatki warzywnej.
Czy polecam komiks? Oczywiście! Grabarz Józef z pewnością zostanie ze mną na długo.
Co by nie mówić, już nigdy nie tknę sałatki warzywnej.
Czy polecam komiks? Oczywiście! Grabarz Józef z pewnością zostanie ze mną na długo.
Komentarze
Prześlij komentarz